canada goose jas canada goose sale replica oakley sunglasses buy office 2013 key buy Windows 10 Professional Key mmkey.net

BACK HOME WARSAW

Jeszcze na początku 2015 roku byłem osobą nie wierzącą a Msze św. były raczej nudną koniecznością, na które wysyłali mnie w dzieciństwie moi rodzice. Oczywiście jak wielu zamiast na msze chodziłem sobie do lasu, godzinna przechodzona była w końcu lepsza niż nudne kościelne pojękiwanie. No i tak sobie żyłem bez świadomości o niesamowitości. Tak sobie pracowałem i podróżowałem po różnych miejscach aż tu nagle kolega powiedział że jest coś takiego jak Back Home Warsaw.
Pierwszy BHW pamiętam bardziej jak coś takiego swobodnego. Jak nie kościół, coś dziwnego co nie mieściło się w moich ramach, niby kościół bo jest krzyż i wygląda jak kościół ale jednocześnie można sobie chodzić gdzie się chce i czuć tą swobodę. Ludzie jacyś tacy uśmiechnięci...
Słucham, modlić się nie umiałem zresztą nie bardzo rozumiałem czemu miałbym to robić, no i sobie myślę dobra będę otwarty i coś tam sobie w myślach pośpiewam i zdarzyło się dla mnie coś bardzo ważnego. Jedna z osób z DOMu zaproponowała wspólną modlitwę. No i złamało mnie jak suchy wafelek. Tam w środku. Tam gdzie tylko Bóg mógłby dotrzeć. Ta modlitwa wstawiennicza, modlenie językami, słowa wypowiedziane. W czasie modlitwy totalnie mnie rozbiło na co zupełnie nie byłem przygotowany, aż mi chusteczek zabrakło, właściwie to chyba żadnych nie miałem i ktoś mi podał. Pamiętam jak głupio się wtedy czułem cały w łzach, no przecież faceci nie płaczą, ale wtedy w tamtej chwili, w tej modlitwie było mi wszystko jedno po prostu szedłem za głosem.
Teraz już wiem, że to nie tylko uśmiechnięci ludzie z mnóstwem pozytywnej energii. Teraz już wiem, że to nie tylko fajna muzyka. Teraz już wiem, że to nie tylko emocje, choć jest ich tyle że hoho. Wiem też, że będzie tego więcej jeżeli tylko będę dalej chcieć podążać tą drogę. I co najważniejsze wiem, że „to” to Bóg.

FILIP


Kochani, muszę Wam napisać jak wiele dobra dzieje się dzięki uwielbieniu BHW. Dzisiaj o Piotrku - moim koledze z pracy. Zawsze uważałam go za lekkoducha. Nawet jeśli opowiadałam w pracy o Bogu, to Piotrka zawsze pomijałam, bo przecież on taki szalony, pstro w głowie, żyje w związku niesakramentalnym, chodzi na jakieś dziwne imprezy, na pewno nic nie zrozumie. I Bóg kiedyś mi to pokazał, zapytał się mnie dlaczego go pomijam, dlaczego oceniam, więc pomyślałam, trudno, zaproszę go na BHW. Na pewno wyśmieje ale co tam, zaproszę. I tak się stało. I Piotrek przyszedł. Skończyła się Msza Święta o 19.00 więc podchodzę do niego żeby mu powiedzieć, że teraz dopiero się wszystko zacznie, a on ma łzy w oczach i mówi, Olga, ja Ci dziękuję, że ty mnie tu zaprosiłaś. A ja w tym szoku odpowiadam, Piotrek, ale to się dopiero zacznie :-) Bóg zaskoczył nas oboje. Piotrek został. Tańczył, wyciągał ręce, leżał, jak dziecko. To było chyba we wrześniu. Od tamtej pory pierwszy przypomina mi o BHW. Wszystkim o tym opowiada. I tym, do których ja nie miałabym odwagi podejść i powiedzieć o tym tak swobodnie. Dzięki niemu kolejne osoby przychodzą na BHW. Ostatnia osoba, o jakie kiedyś bym pomyślała, dziś w mojej pracy najgłośniej mówi o Bogu. Boże dziękuję Ci za Piotrka :-) A na najbliższe BHW namówiliśmy kolejnego kolegę z firmy :-)

OLGA


Wyjątkowy dla mnie był/jest BHW z listopada, kiedy był w Dolnym Kościele. Na samym BackHomie byłem krótko, ale całość odsłuchałem z internetu. Niemal od samego początku, jak go zamieściliście, słucham go prawie każdego dnia od samego rana, jak tylko wstanę włączam komputer i odtwarzanie 39 BHW. Uwielbienie towarzyszy mi cały czas, podczas śniadania, przed nim i spory czas po nim (to tak na dobry początek dnia). Żaden inny tak na mnie nie działa, ani nigdy wcześniej nic tak na mnie nie działało, żadna książka, film, czy rozmowa, jak właśnie ten BHW. Wszystko do mnie przemawia i... "wypełnia" mnie :) Ma w sobie moc, bo aż po prostu ni stąd ni zowąd zaczynam w trakcie słuchania sam śpiewać, tańczyć, podskakiwać, unosić ręce, wczuwać się w każdą najdrobniejszą chwilę, bo to co mnie ogarnia jest trudne do opisania, to tak, jakby Duch Święty nagle mnie wypełniał po brzegi i napełniał spokojem, radością i Bożą obecnością :) Co więcej, żaden podręcznik z samorozwoju mi tyle nie pomogł, co właśnie słowa z tego BHW, więc jest on dla mnie swego rodzaju 'poradnikiem na życie' :)
Ale to nie jedyne, dlaczego listopadowy BHW jest wyjątkowy :) Otóż na samym jego początku zwracacie uwagę, jak ważne jest żeby uczestniczyć w uwielbieniu, że to ma znaczenie, czy siedzimy, czy wielbimy, bo to ma znaczenie dla świata i dla tego, jak szybko przyjdzie do nas Bóg oraz inni się dzięki nam mogą nawrócić. I co ciekawe, znam osobe która po 13 latach deklarowania ateizmu nawróciła się mniej więcej w tym czasie po uwielbieniu! :) Czy to przypadek? :) Oczywiście wziąłem tą osobę na następny BHW i był on zachwycony.

KRZYSIEK


Mam ostatnio cięższy czas. Pewne niewyjaśnione sprawy i niedopowiedzenia skumulowały się w jedną wielką całość. Borykam się od miesiący i nie czuje, żeby cokolwiek się zmieniło. Wciąż mam wrażenie, że Bóg chce mi coś powiedzieć, ale w moim sercu jest mur, który skutecznie blokuje mu dojście do mnie i zamyka moje uszy na słuchanie Go, dlatego też czułam wielkie pragnienie, żeby przyjść na BHW, bo być może to w jakiś sposób miało mi pomóc.Chociaż starałam się z całych sił, żeby jakoś usłyszeć co chce mi powiedzieć, to wszystko było przeciw temu. Do tego w połowie uwielbienia strasznie rozbolał mnie brzuch i pełna gniewu (nie wiadomo na co) chciałam już wyjść i porzucić starania. Tak się jednak nie stało, nie chciałam dać tak łatwo za wygraną i przezwyciężyć moje ludzkie, głupie rozumowanie.
Nie żałuję. Brzuch ustał, ja powoli się wyciszyłam. W pewnym momencie jedna z dziewczyn przy mikrofonie powiedziała, że Jezus ma wiadomość do przekazania. Chociaż nie powiedziała nic więcej, to łzy same mi pociekły, bo wiedziałam, że to właśnie do mnie mówi. Nie myliłam się, bo wtedy usłyszałam, że jeśli jest tu osoba, która nosi w sobie ból, to niech się nie martwi, bo "kto dotyka was, dotyka źrenicy mego oka". A na koniec dodała, że wszystko się ułoży i to jeszcze nie koniec (co bardzo odniosłam do mojej niezakończonej sprawy)...
Zdałam sobie sprawę, że Bóg posłał Was, żeby mi to powiedzieć, skoro sama nie potrafię go usłyszeć w sobie. Nie chodzi o to, że nagle wszystko się wyklaruje, ale jednak zyskuję na nowo wiarę, że warto ufać i wykazać trochę pokory wobec planów Pana :-)

GOSIA